Dzieci onkologicznie chore oraz ozdrowieńcy w szkole - powroty bywają trudne
Dodano: 10 marca 2026„Po odwołaniu alarmu”, „po burzy”, „nowe życie po raku”, to często spotykane określenia dotyczące doświadczeń osób, które przezwyciężyły chorobę nowotworową. Hasła, które mogą wyzwalać silne emocje w osobach, których doświadczeniem była choroba, ale także, a może przede wszystkim w ich rodzinach.
Trudno jednoznacznie ocenić wpływ choroby na rozwój jednostki, tym bardziej na rozwój dziecka. Myśląc o tym problemie traktuję chorobę jako odmienny kontekst rozwoju. Odmienny, co niekoniecznie oznacza gorszy, ale z całą pewnością trudniejszy. Jeśli trudności przekuwają się na nowe umiejętności - to dający szansę na pełny rozwój, być może nawet dla niektórych pełniejszy.
Choroba stawia przed dzieckiem i całą jego rodziną nowe wyzwania, role, zadania. Rodzice dzieci chorych często twierdzą, że musieli nauczyć się żyć w szpitalu, „musieli nauczyć się, że te dzieci są normalne”. Chemioterapia, naświetlania, zabiegi, powikłania, zatory, ból i znów zabiegi, zabiegi, zabiegi, to rzeczywistość chorych dzieci i ich rodziców. Rzeczywistość trudna, ale często przez dzieci oswajana, oswajana przez uśmiech, poczucie humoru, czasem nawet żart.
W leczenie wplecione są także powroty ze szpitala. W przypadku dzieci nie tylko do domu, ale często także do szkoły. Rozmawiając z dziećmi chorującymi i powracającymi do szkół okazuje się, że wielu z nich lęka się tych powrotów. Z perspektywy czasu mówią nawet o tym, że powroty do szkoły były trudniejsze niż powroty do szpitala. Bywa tak, że dzieci obawiają się tego, iż w szkole będą się z nich śmiać, zwłaszcza jeżeli choroba pozostawiła jakieś fizyczne, obserwowalne ślady. Często pojawia się obawa, że inni będą śmiać się, np. z tego, że dziecko jest łyse. W szpitalu nikt nie wytyka palcami, nie śmieje się z tego. Wartością nie do przecenienia jest tu pozytywny wpływ otoczenia, wsparcie udzielane choremu dziecku nie tylko przez rodzinę, ale także przez środowisko szkolne, rówieśników oraz nauczycieli. Jest to bardzo klarowna wskazówka, że w myśleniu o dzieciach chorych musimy dbać nie tylko o somatyczny stan zdrowia dziecka. Nie powinniśmy pozwolić, by na dalszy plan schodził stan psychiczny, a na jeszcze dalszy kontakty z rówieśnikami.
Ważna jest tu współpraca na każdym wymiarze, w rozmowie z rodzicem, wychowawcą w szkole
i nauczycielami, psychologiem, pedagogiem szkolnym, a zwłaszcza z dziećmi - rówieśnikami chorych czy niepełnosprawnych dzieci. Potrzebna jest praca z dziećmi, rozmowy - po to by widziały Kasię, Ewkę, Kamila- swoją koleżankę, kolegę ze szkolnej ławy, a nie łysą dziewczynkę, czy chłopca, którzy wrócili ze szpitala i przez to stali się „obcy”.
Podstawowe pytanie jakie musimy sobie zadać dotyczy potrzeb dziecka, oczywiście z zachowaniem bezpieczeństwa medycznego, potrzeb, które z naszą pomocą często mogą być zaspokojone, a dzieci spokojniejsze, szczęśliwsze, nie tylko „chore”.
Sytuacja choroby stanowić może także sytuację kryzysową, stanowiącą moment zwrotny, przełomowy, prowadzący do przemian we własnej tożsamości, które mogą mieć charakter progresywny. O ich wpływie na życie jednostki decydować będą kolejne etapy, fazy kryzysu oraz ich natężenie i czas trwania. Znaczące są także wcześniejsze doświadczenia jednostki, jej zasoby i możliwości radzenia sobie z sytuacjami trudnymi.
Moje doświadczenia i przemyślenia dotyczące wpływu choroby na rozwój dziecka i młodego człowieka można spiąć jak klamrą wypowiedzią jednej ze znanych mi nastolatek, ozdrowieńców „ nie wiem jaka byłabym gdyby nie ta choroba, gdybym nie zachorowała w dzieciństwie, może byłabym inna, może nie . Teraz jestem taka i taką się lubię”. Jednocześnie ta młoda dziewczyna, widząc możliwe pozytywne oddziaływania otoczenia społecznego, w tym szkolnego, mówi : „Chciałabym, by inni traktowali mnie trochę z sercem, nie jak kartkę papieru, gdzie jest napisane na co chorowałam, co mogę, a czego nie mogę robić. Żeby byli trochę milsi, doceniali gdy się staram.”
Ta myśl powinna nam towarzyszyć zawsze wtedy, gdy pracujemy z dzieckiem, niezależnie od tego czy z dzieckiem chorym, zdrowym czy też z ozdrowieńcem.
Opracowanie mgr Iwona Neumann-Wilk